Demakijaż i mycie twarzy. Dermalogica Magnetic Afterglow Cleanser & Youth To The People Adaptogen Cleanser /recenzje/

 

W przypadku produktów do oczyszczania twarzy liczą się dla mnie dwie rzeczy: skuteczność i łagodność działania. Mile widziane są także dodatkowe właściwości kojące, które nie zaburzają bariery naskórkowej — a idealnie, gdy kosmetyk jest bezzapachowy.

Zdaję sobie sprawę, że nie zawsze jest to możliwe, ponieważ użyte surowce mają swój naturalny zapach, ale niech będzie on neutralny. Jeśli natomiast w składzie pojawia się kompozycja zapachowa, preferuję tę subtelną, nienachalną i dobrze dopasowaną do charakteru produktu.

W tym przypadku zarówno Dermalogica Magnetic Afterglow Cleanser, jak i Youth To The People Adaptogen Cleanser idealnie wpisały się w moje potrzeby oraz preferencje.

Jeśli szukasz podobnych właściwości, bardzo możliwe, że to produkty warte poznania. Zapraszam do dalszej części wpisu!

Sonia G. The Alpine Series – luksusowe pędzle do twarzy, które uzależniają

 

Sonia G. wyznaczyła nową jakość oraz kierunek w świecie pędzli. Jeśli szukasz wysokiej jakości, dbałości o detale i innowacyjnych kształtów, możesz mieć pewność, że tutaj to wszystko znajdziesz, a nawet więcej!

To nie są moje pierwsze pędzle tej marki, ale tym razem w pełni zasługują na osobną, pełną prezentację. Zapraszam!

Stila Heaven’s Hue Highlighter – Kitten: jedyny w swoim rodzaju viralowy rozświetlacz, który wciąż zachwyca

 


W czasie jego premiery i największej popularności, a było to niemal dekadę temu, nie poświęciłam mu większej uwagi. To był moment, w którym rozświetlacze pełniły u mnie raczej funkcję „poboczną”, głównie ze względu na ówczesną kondycję mojej skóry. Priorytetem było osiągnięcie remisji rosacea, a mój makijaż i preferencje wyglądały zupełnie inaczej.

Dzisiaj sięgnęłam po niego właściwie przez przypadekPaulina, pozdrawiam! Gdyby nie zainteresowanie koleżanki, prawdopodobnie nigdy nie kupiłabym tego produktu.

Nie dziwię się jednak, że ponownie zyskał na popularności. Zaskoczyło mnie natomiast to, że wciąż jest dostępny w sprzedaży. Mam wrażenie, że wiele marek po drodze zostało zapomnianych w nieustannej pogoni za „nowościami”. Tymczasem tutaj mamy formułę, która już wtedy zachwycała innowacyjnością, i co najważniejsze, w ogóle się nie zestarzała.

Kosas Revealer Super Creamy Concealer & Kosas Revealer Extra Serum Powered Bright Color Corrector – spełnione obietnice, udane wybory i mój top of the top!


Nadszedł TEN moment, w którym warto podsumować korektory Kosas i tym samym kontynuować serię, którą zasygnalizowałam w zeszłym roku.

Pominę deklaracje producenta dotyczące walorów pielęgnacyjnych, ale przyznaję - ich formuła jest niezwykle komfortowa i bardzo szybko podbiła moje kosmetyczne serce pod wieloma względami. Wiem też jedno: na pewno do nich wrócę. Zdecydowanie.

MAC is BACK! Kosmetyczne powroty i moje ulubione kosmetyki MAC, do których wracam po latach


Nie przypuszczałam, że oferta MAC po wielu latach pochłonie mnie na dobre. Owszem, lubiłam pojedyncze produkty, ale nigdy nie byłam wielką fanką marki. Co się zmieniło? Na pewno moje preferencje. Mam też nadzieję, że nadchodzące reformulacje będą równie udane i zachęcą do dalszych zakupów.

Do tego wpisu zebrałam wszystkie produkty, które kupiłam w ciągu ostatnich miesięcy (jeden jest prezentem!). Wszystko zaczęło się w zeszłym roku i zupełnie nieoczekiwanie uzbierała się całkiem pokaźna kolekcja. Zapraszam do dalszej części wpisu!

Oskia Nutri-Bronze Adaptive Sheer Tinted Serum – spełnione obietnice. Czy to kosmetyk wszech czasów? Recenzja ✨

 

Jeden z niewielu kosmetyków, który kupuję bez zastanowienia. Od czasu jego premiery, a to już 6 lat. Jeśli szukasz produktu, który realnie upraszcza pielęgnację i makijaż, możesz przepaść tak jak ja.

Ostrzegam: to jeden z tych kosmetyków, do których się wraca. I dla których przestaje się szukać alternatyw.

Czym tak naprawdę jest Oskia Nutri-Bronze Adaptive Sheer Tinted Serum?

Yves Saint Laurent Lash Clash Extreme Mascara 05 Sassy Burgundy

Linia tych maskar wyjątkowo przyciąga moją uwagę — na blogu dzieliłam się już wrażeniami na temat wersji brązowej (KLIK) oraz zielonej (KLIK). Tym razem przyszła kolej na absolutnie zjawiskowy burgund, czyli 05 Sassy Burgundy.

W gamie znajduje się jeszcze klasyczna czerń, ale o niej wspomnę na końcu, jako uzupełnienie moich obserwacji dotyczących całej serii.

Mam wrażenie, że w zależności od koloru maskary z tej linii różnią się między sobą bardziej, niż mogłoby się wydawać — i to nie tylko wizualnie. Każda z nich ma swoje specyficzne cechy, o których rzadko się mówi. A przynajmniej ja nie spotkałam się z tak kompleksowym porównaniem.

Inglot Glazed Lips SPF 50+ 96 Berry Crumble – świetna formuła, ale czy dla każdego?

 

Zaciekawiona nowością w postaci płynnej pomadki o błyszczącym wykończeniu, zdecydowałam się na zakup soczystego odcienia 96 Berry Crumble. Wybór został dokonany „w ciemno” - bazowałam jedynie na swatchach z TikToka, co, jak wiadomo, bywa mocno ograniczające. Gdybym miała możliwość obejrzenia produktu na żywo, być może decyzja wyglądałaby inaczej… choć niekoniecznie ;) Czasami nawet testery nie gwarantują idealnego dopasowania — wszystko weryfikuje dopiero użytkowanie.

Pędzle „top of the top” – zaczynając od nowa | Starting Over Tag

 

Na przestrzeni lat poznałam naprawdę wiele pędzli, od bardzo budżetowych po luksusowe. Dziś wiem jedno: nie istnieje jeden idealny model dla każdego. Kluczem jest dopasowanie, do techniki, preferencji, a nawet nastroju.

To zestawienie to mój osobisty „starting over” - wybory, które bez wahania powtórzyłabym od początku. Pędzle, które nie tylko dobrze wyglądają, ale przede wszystkim realnie wpływają na komfort pracy i efekt końcowy.

I choć wciąż lubię śledzić oraz kupować nowości… do tych modeli zawsze wracam.

Bazując na koncepcji tego tagu, opowiem dziś o pędzlach, moich ulubionych. Takich, po które sięgnęłabym w pierwszej kolejności, gdybym miała kompletować je od nowa. Zapraszam!

Simone Trichology Dermo Capillary Mask – kosmetyk wszechczasów, ulubieniec i prawdziwa kosmetyczna petarda skuteczna w działaniu

 

Kilka lat temu zamieściłam na blogu krótką minirecenzję tego produktu, jednak uważam, że zdecydowanie zasługuje on na osobny wpis i pełniejsze omówienie. Zużyłam już kilka opakowań, a w międzyczasie przechodziłam różne etapy związane ze stanem skóry głowy — mam tu na myśli przede wszystkim łuszczycę.

Od kilku miesięcy obserwuję nawrót i zaostrzenie objawów, związane z różnymi czynnikami. Przeszłam również leczenie dermatologiczne, które w dłuższej perspektywie połączyłam z aktywną, świadomą pielęgnacją. Po przetestowaniu kilku innych produktów wróciłam do Simone Trichology Dermo Capillary Mask, która w moim przypadku ponownie okazała się najlepszym rozwiązaniem w swojej kategorii.